piątek, 27 stycznia 2012

Rex Harrison i Carole Landis



         
    Niedziela 4 lipca 1948r
godzina 12.00

  Carole miło spędza czas na basenie w swoim domu, w towarzystwie przyjaciół- w tym Rexa Harrisona. Wydaje się być w dobrym nastroju. Po pewnym czasie mówi swoim przyjaciołom, że chce spędzić wieczór tylko  w towarzystwie Rexa- to już któryś z kolei taki wspólny wieczór. Mają romans od ponad roku. Ona ma męża a i Rex jest żonaty i ma 4-letniego synka. Ona złożyła pozew o rozwód już parę miesięcy wcześniej. On nie chce.

17.00

  Po kąpieli  ubiera się w spódnicę w kratkę, białą bluzkę i sandały w kolorze złota. Na szyi ma medalik ze św. Krzysztofem. Siadają do kolacji. Jedzą  pieczonego kurczaka na zimno, popijają szkocką z lodem. W tle słychac muzykę z gramofonu i piosenkę "Warm kiss, cold heart". Rex później zezna, że to był miły wieczór- i głównie rozmawiali o karierze Caroli. Prawda jest jednak taka, że Carola kocha Rexa i chce, żeby on zostawił dla niej żonę. Daje mu więc ultimatum - albo rozwiedzie się z żoną, albo koniec ich związku. On nie zgadza się na rozwód.

21.00

   Rex opuszcza dom Carole, i mówi jej, że jedzie do Culver'ów. Był on ostatnią osobą, która widziała ją żywą. Serce kobiety jest złamane, więc podejmuje drastyczną decyzję dotyczącą swojego życia. Zbiera wszystkie zdjęcia i pamiątki dotyczące ich wspólnej znajomości i umieszcza je w walizce.  Następnie jedzie do Culver'ów i zostawia walizkę pod domem.

  5 lipca 

00.00

Carole wraca do domu i wypija parę drinków. Dzwoni do kilku przyjaciół, ale nikt nie odbiera. Decyduje się napisać pożegnalny list miłosny do Rexa oraz do matki.

" Najdroższa mamusiu, Przepraszam, naprawdę przepraszam.. kocham cię ...zawsze byłaś najwspanialszą mamą...żegnaj mój aniele.. módl się za mnie.. twoje dziecko"

02.00 

  Kobieta idzie na górę do łazienki i bierze z apteczki lek uspokajający Secanol. Połyka około 40 tabletek, po czym idzie do sypialni i kładzie się na łóżku na kilka minut.

03.00

Wraca do łazienki, gdzie niestety umrze sama na podłodze. W lewej ręce trzyma satynową zakładkę z Modlitwy Pańskiej. Wzięła  dużą dawkę Secanolu- pięciokrotnie większą niż potrzebne jej było do unicestwienia siebie. Carole cierpiała na depresję przez całe życie. W przeszłości przynajmniej trzy razy próbowała popełnić samobójstwo. Zawsze ją odratowano. Niestety nie tym razem.

      Rodzina Caroli nie uwierzyła w popełnienie samobójstwa. Uważali, że to Rex był odpowiedzialny za jej śmierć, i że zapłacił policji, żeby sprawę zatuszować.  Choć nigdy nie był oskarżony o popełnienie przestępstwa, to jednak wydaje się, że Rex nie był szczery co do opisywanych wydarzeń w noc śmierci Carole.

        "Moja piękna ciocia Carole zmarła w 1948r, kiedy miała zaledwie 29 lat. Oficjalna wersja jest taka, że popełniła samobójstwo, ponieważ Rex nie chciał się z nią ożenić. Moja rodzina jednak nie wierzy ,że to samobójstwo. Jesteśmy w 100% przekonani, że to Rex jest winny jej śmierci. Moja babcia Dorothy błagała policję o zbadanie szczegółów ale odmówili. Wynajęli nawet prywatnego detektywa, ale nigdy nie udowodnili winy Rexa. Jedyne co udało mu się ustalić, to to ,że ludzie zostali opłaceni, a dowody zniszczone. Rex wiedział o jej przeszłości i wiedział, że nikt nie będzie zdziwiony, jeśli spróbuje znowu odebrać sobie życie.
 Istnieje jeden niepodważalny fakt- on ostatni widział ją żywą i pierwszy odnalazł ciało! Jest naprawdę wiele pytań bez odpowiedzi, ale wszystkie poszlaki wskazują na to ,że to on jest winny. Rex nigdy nie zapłacił za to co zrobił, a my nigdy nie poznamy prawdy dotyczącej jej śmierci. Ale wiemy, że oficjalna wersja nie ma sensu."

Tammy Powell- siostrzenica Carole.

.......................
    
Carole Landis- a właściwie Frances Lillian Mary Ridste (ur.1 stycznia 1919 roku w Fairchild w stanie Wisconsis, zm.5 lipca 1948 w Los Angeles – amerykańska aktorka.
Jej ojciec był norweskiego pochodzenia, a matka była Polką (Clara Stentek). Ojciec, z zawodu mechanik kolejowy, opuścił rodzinę. W styczniu 1934 roku, w wieku 15 lat, poślubiła Irvinga Wheelera, ale ze względu na jej młody wiek ślub anulowano. Para pobrała się ponownie w sierpniu 1934 roku i wyjechała do Kalifornii. Przez jakiś czas Carole występowała jako tancerka i piosenkarka. Później wyjechała do Los Angeles, aby tam zasmakować sławy. Wygrała kontrakt ze studiem Warner Brother's, ale grała tylko małe role. W 1939 roku rozwiodła się z pierwszym mężem. W 1940 roku zagrała w filmie One Million B.C.. W 1941 roku zaczęła grać w filmach klasy B. W 1942 roku zagrała w 6 filmach, jednak żaden z nich nie został dobrze oceniony przez krytyków. W latach 40. jej kariera zatoczyła koło. Jej kolejny kontrakt z 20th Century Fox został odwołany, kolejne 2 małżeństwa zakończyły się rozwodem. Kolejne, już czwarte, również okazało się nieudane. Swe dwie ostatnie role zagrała w 1948 roku w filmach: Brass Monkey iNoose. W 1948 roku Carole popełniła samobójstwo w swoim domu w Kalifornii. Miała zaledwie 29 lat, zagrała w 49 filmach, ale najbardziej zapamiętano ją z powodu niezwykłej urody.

 *                  
Sir Reginald Carey "Rex" Harrison (ur.5 marca 1908 w Huyton, zm.2 czerwca 1990 w Nowym Jorku),angielski aktor teatralny i filmowy. Zdobywca Oskara.
Karierę zaczynał na scenach teatralnych Liverpoolu w wieku 16 lat, później pracował na londyńskim West Endzie. W kinie debiutował w 1930, po wojnie zaczął grywać w produkcjach hollywoodzkich. Gdy był u szczytu powodzenia, stał się bohaterem skandalu.  Jego kariera została przyhamowana po samobójstwie aktorki Carole Landis - Harrison nie zamierzał dla niej rozwieść się z Lilli Palmer (będącą trzecią z jego sześciu żon). Najsłynniejsze role zagrał w latach 60-tych. Wystąpił w superprodukcji "Kleopatra" jako Juliusz Cezar u boku Elizabeth Taylor i Richarda Burtona. A za rolę profesora Henry'ego Higginsa w musicalu "My Fair Lady" w 1965 zdobył Oscara. W ostatnich latach życia rzadko pojawiał się w filmach i skupił się na pracy teatralnej. W 1989 otrzymał tytuł szlachecki.
źródła: wikipedia,http://www.carolelandisofficial.com/,


czwartek, 26 stycznia 2012

Ja tu rządzę 1939



  • Hrabia Józio Lulewicz prowadzi dość nienormowany a wręcz wyczerpujący tryb  życia. Głównie spędza czas z kolegami na imprezach, które później odsypia całymi dniami.
  • Nagle postanawia się ustatkować i chce prowadzić teatr. Na inwestycję potrzebne jest mu tylko dwadzieścia tysięcy. Jednak matka zniechęcona jego zachowaniem postanawia go ukarać i nie daje pieniędzy marnotrawnemu synowi. Józio żali się koledze Wacławowi ze swojego kłopotu, a ten przypomina mu wczorajszy wieczór i zbitą szybę u szewca. Zrezygnowany pożycza drobną kwotę od swojego lokaja i idzie naprawić szkodę wyrządzoną po pijanemu. A tam wpada na pomysł jak zrobić na złość matce i przy okazji wydobyć od niej grosz na własny interes- zatrudnia się w zakładzie szewskim. Jednak zamiast satysfakcji z zemsty spotka tam miłość, która odmieni jego nędzny tryb życia... 


Ja tu rządzę i ...kocham cię...- mówi słabym
 głosem Joasia


  • Doskonała i niezwykle barwna komedia. Władysław Grabowski jako hrabia Anatol i Józef Orwid jako szewc Wirgiliusz Kopytkiewicz- po prostu mistrzowskie sceny w tym względzie.  A poza tym, zobaczenie Warszawy w niemal ostatnim momencie przed wojenną zawieruchą...- premiera filmu miała miejsce już podczas wojny, 23 grudnia 1939 roku. 
  •  W dzisiejszych czasach zaliczono by film Ja tu rządzę zapewne do gatunku komedia romantyczna. Jednak współczesne komedie moim zdaniem, mają w sobie wiele sztuczności i takiej naciąganej akcji. Jak nie ma łaciny- to nie ma filmu. I cóż można wymyślać, wciąż i wciąż od tylu lat. Scenariusze się  powielają. W polskich komediach ostatnimi czasy zupełnie nic się nie dzieje. Niektóre jakoś da się oglądnąć, przełyka się je bez odruchów wymiotnych. Podam dwa tytuły komedii, których nie dałam rady oglądnąć do końca- Jeszcze raz i  Ciacho. Przy pierwszej przetrwałam na przewijaniu do przodu mając nadzieję, że "akcja" jakoś w którymś momencie mnie wciągnie- niestety  nie udało się. Przy drugim wytrzymałam 10 minut. Nie uratowały tych filmów nawet znane i lubiane twarze. 
  • Natomiast szczerze  i z całego serca polecam film  Ja tu rządzę.
  •             Na koniec  dodam, że mimo, że to świetna komedia i uśmiech sam pojawia się co chwilę na twarzy, to jednak niestety ogląda się go  z nutką smutku i nostalgii. Dlaczego? Ponieważ wiem, że dla trzech osób grających  głównych bohaterów, ten film był ostatnim. Ina Benita (Joasia Kopytkiewicz),  Zbigniew Rakowiecki (Hrabia Józio Lulewicz) i Józef Orwid (szewc Wirgiliusz Kopytkiewicz) zginęli  podczas Powstania Warszawskiego.  Losy Iny opisałam we wczorajszym wpisie, a Zbigniew Rakowiecki za udział w powstaniu został rozstrzelany przez Niemców w sierpniu, natomiast Józef Orwid zginął od wybuchu niemieckiego czołgu pułapki również w sierpniu..  
  • *
Wybrane cytaty z filmu:

  • -Proszę jaśnie pana.
  • -Co jest? 
  • -Już późno. trzeba wstawać.
  • -Późno? A która to?
  • -Piąta, proszę jaśnie pana.
  • -W nocy?
  • -Nie, po południu.
  • -Zaraz, zaraz. Wczoraj czy dziś?
  • -No, dziś...
  • -No to mam czas do jutra. Dobranoc.
  • *
-A może do jakiegoś innego fachu? Wygląda pan dobrze, na pół inteligenta prawie.
*
 -Z pana byłby niezły szewc, panie. Warunki głosowe pan posiada.
*
-Dlaczego on to zrobił?
- Jak to się mówi: tonący dratwy się chwyta.
*
-Co ty wyprawiasz?
-Nic mamo, pracuję. Sprzątam w sklepie, podłogi szoruję, buty sprzedaję.
-Widzisz jaki zdolny. Hrabia a tyle potrafi.
*
-Co to znaczy? Zbzikowałeś?
-Nie wujaszku, zmądrzałem.
-A to fatalnie!

środa, 25 stycznia 2012

Dolina Koni rozdział pierwszy-fragmenty i moja ich interpretacja



     "Była martwa. Obłożono ją klątwą. Jakie więc miało znaczenie to, że marznący deszcz lodowatymi igiełkami odzierał ją ze skóry. Młoda kobieta zmrużyła oczy i spojrzała pod wiatr.
Ayla posiadała umiejętnośc, której normalnie nie miały inne kobiety klanu. Mianowicie potrafiła polowac. Co prawda tylko z procy, ale nawet mężczyźni przyznali, że była najzręczniejszym łowcą z procy w całym klanie. Sama się tego nauczyła i drogo okupiła tę umiejętnośc. "
I dziś są kobiety, które  mimo to, że ktoś inny, albo nawet same, uznają się za martwe, za nic nie warte i uważają, że ich życie się skończyło- potrafią nagle odrodzić się. Czasem staje się cud a czasem nabierają ogromnej siły i wiary w to, że mogą mieć lepsze życie. Zgodnie z przysłowiem- wiara czyni cuda. 
Mogą patrzeć  z podniesioną głową  pod zimny, deszczowy wiatr, mimo, że to boli. Jeśli uwierzą, że po tym wietrze przyjdzie słońce i ciepło. Wierzą. 
Czy potrafią polować? Hmm... nie w dosłownym sensie -co najwyżej muchę albo komara-  ale i w obecnych czasach kobiety walczą o lepszą przyszłość dla siebie i bliskich. By na stół było co postawić. I czasem drogo kosztuje ich ta umiejętność. Brak kontaktu z bliskimi, brak akceptacji, zrozumienia, kłótnie, rozwody. 
Dlaczego tak jest?
  Kiedyś mogli polować i pracować na utrzymanie rodziny tylko mężczyźni. Miejsce kobiety było w domu. Teraz mają wolność, swobodę w wyborze tego co chcą robić. Nawet nie muszą rodzić dzieci i mieć rodziny. Nikt nie narzuca im sztywno ustalonych ram, których nieprzestrzeganie grozi samotnością i brakiem zrozumienia a nawet śmiercią, nie tylko emocjonalną, ale w dosłownym tego słowa znaczeniu. A jednak mimo wszystko bywają samotne i nierozumiane, i te kobiety mające rodzinę i te z wyboru same. 

"Był czas, gdy przeżycie zależało od przystosowania się do sposobu życia obcego jej naturze. Teraz zależało od umiejętności przełamania uwarunkowań dzieciństwa i rozpoczęcia samodzielnego myślenia. Trzeba było wielu prób i błędów, wiele wygasłego żaru, nim odkryła sposób na przechowywanie odrobiny ognia...  "
      Czy jestem strażniczką ogniska domowego? Czy potrafię sprawić, by nigdy nie zgasł żar i tlił się zawsze na dnie mojej duszy i w sercach moich bliskich?  Czy bywamy my kobiety jeszcze taką ostoją, do której mężczyźni po ciężkim dniu pracy wracają z radością i nadzieją, że ogrzeją go ciepłe ramiona żony, jej uśmiech, kolacja?
A przede wszystkim, czy mamy na to ochotę i czas? Czasem nie mamy ani jednego, ani drugiego. Czy sprawia to zabiegany tryb życia, całkowicie odmienne potrzeby, czy brak miłości w związku, nie zawsze wiadomo.  

  " Włożyła do kosza procę, kamienie, woreczek z lekami, materiały do rozniecania ognia. Zdjęła okrycie. Stała naga, nie licząc amuletu- małego skórzanego woreczka zwisającego na rzemyku z szyi. Zdjęła go i również włożyła do kosza podróżnego. Zadrżała, czując się bardziej naga bez swojego amuletu niż bez okrycia, ale małe, twarde przedmioty we wnętrzu woreczka działały na nią uspokajająco. 
Oto było wszystko, cały jej dobytek, wszystko czego potrzebowała do przeżycia- to oraz jej wiedza, zręczność, doświadczenie, inteligencja, determinacja i odwaga."  
Tak. Bywa, że musimy zostać nagie, zmarznięte i samotne, by wiedzieć co jest naszym atutem w naszej głowie. Gdy życie boli nas już tak bardzo, że nie dajemy sobie z nim rady, zdarza się, że zaczynamy wierzyć w znaki, amulety i w to, że przyniosą nam szczęście. I ja wierzę, ale poza tym powinnam zaufać sobie i swojej sile. Powinnam.

"Ayla wspinała się na długie wzniesienie rozglądając za miejscem na obóz. Była zmęczona, głodna i zła na siebie.
Blask bijący od horyzontu był tak jasny, że niemal przegapiła urwisty skraj równiny. Stojąc na brzegu, przesłoniła dłonią oczy i spojrzała w dół parowozu.
Poniżej płynęła rzeczka, oba jej brzegi porastały drzewa i krzaki. Skalisty wąwóz otwierał się na chłodną, zieloną, ocienioną dolinę. W połowie drogi w dół, pośrodku łąki, ostatni promienie zachodzącego słońca padły na małe stadko spokojnie pasących się koni..."

 Wreszcie, kiedy już prawie traciła nadzieję, odnalazła szczęśliwe miejsce, dolinę koni. Miejsce to pomoże jej w samotności nabrać nowych umiejętności i siły. Człowiek zdany tylko na siebie, rozwija się.
By kiedyś mogła dzielić się nowo nabytymi wynalazkami, z ukochanym i z innymi ludźmi. Ale ona jeszcze o tym nie wie...

Ina Benita


  " Ewakuacja przebiegała sprawnie, dopóki nie poczuliśmy gazu. Trujące opary pojawiły się w kanale gdzieś na wysokości skrzyżowania Senatorskiej i placu Teatralnego. Oj, chyba się pomyliłam, przepraszam. Pamięć nie dopisuje - sumituje się 81-letnia Elżbieta Lemańska. - Tam zbombardowali nas granatami. Gaz zaczęliśmy wdychać później. Pewnie w okolicy narożnika Królewskiej i placu Piłsudskiego. W każdym razie już blisko Śródmieścia - celu naszej wędrówki. Wtedy właśnie widziałam ją po raz ostatni. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia. Usiłowała nucić operetkowe arie. Od czasu do czasu śmiała się do łez. Niewątpliwie po stracie dziecka, które z wycieńczenia zmarło w ramionach matki, popadła w obłęd. Baliśmy się, że jej głośne zachowanie może zwabić czatujących na powierzchni Niemców, ale nagle zniknęła. Nie wiem, czy zatruła się oparami, czy też utonęła. Pewne jest, że w przeciwieństwie do życia śmierć miała bardzo niefilmową..."                                                                                                      archiwum.rp
*
Najpiękniejszy uśmiech przedwojennego kina. Wielu intryguje na tyle, że podziwiają ją do tej pory. Łącznie ze mną. 
   Jej urok i piękno porównywano do Marilyn Monroe. Taka nasza polska. I również tak jak MM, tajemnicze było jej życie i śmierć...

                                      Ina Benita
     "Właściwie Janina Ferow-Bułhak urodzona 1 lutego 1912 w Kijowie w polskiej rodzinie szlacheckiej. Jako dziecko przeżyła koszmar przejęcia władzy przez bolszewików, przyjechała z rodziną do Polskie w 1920 roku. 
Jej debiut sceniczny miał miejsce w 1931 roku w warszawskim teatrzyku Nowy Ananas.  Nie był jednak na tyle efektowny by odnotować go w czołowych gazetach. Jej nazwisko pojawiło się w prasie dopiero za sprawą skandalu. I to nie w rubrykach kulturalnych, lecz ... kryminalnych. Jej koleżanka z pracy Iga Korczyńska została zabita przez zazdrosnego adoratora, a Ina Benita zeznawała w tej sprawie.  
 Kariera pięknej, acz farbowanej blondynki nabrała tempa. Janina Ferow-Bułhak zgodnie z panującą modą, przyjęła pseudonim. Podobno "pożyczyła" go od nazwy latynoamerykańskiego koktajlu opartego na rumie i nektarze bananowym. Publiczność bardzo ją polubiła a i wpadła w oko producentom filmowym. Po raz pierwszy pojawiła się na dużym ekranie w w 1932 roku w filmie Puszcza, który jednak okazał się porażką zarówno na polu artystycznym jak i finansowym. Ina musiała nawet procesować się o honorarium. Pierwsza porażka w świecie filmu nie zniechęciła jej do dalszej pracy w tym kierunku, ponieważ już w 1933 roku pojawiła się w świetnej komedii Jego ekscelencja subiekt. Ten rok był dla nie przełomowy. Na planie poznała Eugeniusza Bodo z którym przez wiele lat łączyła ją przyjaźń. A dzięki pracy z Michałem Waszyńskim mogła cieszyć się dalszymi sukcesami, ponieważ obsadzał ją w  trafionych rolach, dzięki czemu umocniła się jej pozycja w świecie kina, jako rewelacyjnej aktorki komediowej. 
Gdy miała 19 lat poślubiła Jerzego Tesławskiego, jednak to małżeństwo nie przetrwało. Ponownie wyszła za mąż w 1937 roku za operatora Stanisława Lipińskiego. Gdy wybuchła wojna, jeszcze we wrześniu wyjechała z Warszawy do Lwowa. Jednak nie wytrwała w swej podróży do końca, ponieważ dowiedziała się, że wschodnią część Polski zajęli sowieci. Wróciła do Warszawy. Nie miała pracy, więc żyła z oszczędności, które szybko topniały. Przyzwyczajona do wystawnego życia Ina szybko roztrwoniła pieniądze. 
Musiała iść do pracy. Nie przejmując się opinią ogółu, bez skrępowania przyjęła posadę: grała w okupowanych półpornograficznych teatrzykach. Stała się znów gwiazdą... 
Dostrzegł ją tam przystojny oficer Wehrmachtu. Był rok 1942.Mimo, że Ina formalnie nadal była zamężna, związała się ze swoim wielbicielem i zamieszkała z nim. W 1943 roku wyjechali razem do Wiednia, co nie uchroniło ich przed nieszczęściem. Rok później kochanka Benity oskarżono o skalanie czystości rasy germańskiej. Groziła mu za to natychmiastowa śmierć. Rozkazu tego jednak nie wykonano, ale wysłano go na front wschodni. Nie wrócił już stamtąd ani do niej, ani nigdy. Ina jako Ina Lipińska została aresztowana i osadzona na Pawiaku. Tam wiosną 1944 roku urodziła syna. Dzień przed wybuchem Powstania została zwolniona z więzienia, po czym zatrzymała się u przyjaciół na Nowym Świecie. W połowie sierpnia zaczęło się ewakuowanie ludności cywilnej. Ina Benita wraz z malutkim synkiem znalazła się wraz z innymi w kanałach. Mało kto tam wtedy, w tych warunkach, rozpoznał w niej dawną gwiazdę kina.
Niestety Ina Benita i jej dziecko nie wydostali się już żywi z warszawskich kanałów. 
                 wpis powstał na podstawie artykułu Królowe polskiego ekranu -plejada.pl
*
Mniej więcej taki życiorys dostępny jest o niej w wielu źródłach. Jednak sprawdzałam wiele tropów i znajdowałam różne, nawet sprzeczne ze sobą informacje. Przede wszystkim w wielu źródłach była oskarżana o współpracę z Niemcami, pojawiały się też dwa miejsca i czas jej śmierci. I zapewne za granie w jawnych teatrach podczas okupacji, nie czekałoby ją miłe powitanie po wojnie w wolnej Polsce. Zbliżał się jej koniec, domyślała się być może swojego losu, gdyby tu została. I dlatego asekurowała się ucieczką z kraju i mistyfikacją? Czy to możliwe?! Nie odnaleziono jej ciała. To podobno tylko środowiskowa plotka, ale...  
Na szczęście ma pojawić się jej wiarygodna biografia. Miejmy nadzieję, że rzuci ona jakieś światło, na wiele wydarzeń z  życia Iny.
*         
"Tak naprawdę nikt nie interesował się zweryfikowaniem obiegowych informacji na temat Iny. Na przykład na temat daty urodzin jej syna na Pawiaku. Tadeusz Michał urodził się 8 kwietnia 1944 roku. A kiedyś ktoś napisał, że Ina z dwumiesięcznym(?) dzieckiem zginęła podczas Powstania Warszawskiego. I już taką informację się bezkrytycznie powiela. Ina zginęła podczas Powstania, ale nie w kanałach podczas przejścia do Śródmieścia, tylko we wrześniu w Śródmieściu podczas bombardowania. Przeszła z synkiem kanałem. Była widziana we wrześniu w Śródmieściu już po upadku Starówki. I mam na to opowieści wiarygodnych świadków, którzy Inę znali osobiście, nie tylko z ekranu. Bo życiem Iny zacząłem się interesować już wiele lat temu. W Pleografie autorzy podają dwie hipotezy jej śmierci - właśnie kanały, albo wrzesień w Śródmieściu.
Po wojnie środowiskowa plotka głosiła, że Ina przeżyła i uciekła do Wiednia, skutecznie zacierając polskie ślady..." 
                                                                  forum o Inie -wypowiedź "piotrkapg"
Ina Benita
 Piękna, mająca to coś, co wyróżniało ją w tłumie- aktorka międzywojenna...Taką ją mam w pamięci i taką pozostanie. 
   

wtorek, 24 stycznia 2012

Znachor 1937 film, książka fragmenty



Zdecydowałam się zobaczyć, inny film z Witoldem Zacharewiczem, moim zdaniem lepszy niż Gehenna. Opis poniżej, choć zapewne większość zna mniej więcej fabułę.
                                                           *

Kadr z filmu-Leszek oświadcza się Marysi
Profesor Wilczur operował wrzód na sercu. Trzymał je oto w lewej dłoni i rytmicznym ruchem palców masował nieustannie, gdyż wciąż słabło.
                                                                                     Cytat z książki Znachor                                                                                                     
Sala operacyjna, skupienie, ważny moment, i dla lekarza, ale przede wszystkim dla pacjenta. Gra toczy się o życie. Operacji przyglądają się, oddzieleni szybą, studenci:
-Operacja nie może się udać- mówi zestresowana studentka.
- To genialny chirurg!-słyszy.
 Wszyscy go kochają i uwielbiają, za precyzję, pracowitość, uczciwość. Ma co prawda jednego wroga, który zazdrosny jest o ogólny szacunek i karierę Wilczura. To doktor Dobraniecki. Jedna też osoba, czuje się przez ciągłą nieobecność męża, samotna. Jednak mu o tym nie mówi. Nie próbuje wyjaśnić , naprawić, nic z tych rzeczy- tylko pisze:
Drogi Rafale!
Nie wiem, czy zdołasz mi wybaczyć kiedykolwiek to, że odchodzę. Byłeś zawsze taki zajęty swoją pracą, a ja byłam stęskniona za miłością...
-Ale Beato to dla przecież ciebie, dla ciebie..-krzyczy mu w duszy.
Doktor wybiega z domu smutny, zamyślony, zrozpaczony. Napotyka na swej drodze żebraka. Ten prosi o pieniądze, a gdy je otrzymuje, zaprasza profesora do swojej chatki. Żebrak prowadzi monolog do patrzącego tępo przed siebie Rafała Wilczura. Zgaduje przyczynę smutku.
Tak to jest z kobietami.. -prawi filozoficznie.
 Niestety okazuje się człowiekiem fałszywie współczującym. Doktor zostaje dotkliwie pobity i okradziony. Traci przytomność a wraz z nią pamięć...
Beata w tym czasie jest szczęśliwa. Mieszka w lesie, w głuszy, ale wreszcie kocha i jest kochana. Przynajmniej to czuje. Niestety, nie cieszy się tym za długo. Jej ukochany Janek zostaje przygnieciony przez drzewo i umiera.
-Dałeś mi tyle szczęścia, tyle szczęścia..-mówi Jankowi.
-Nie. Wyrządziłem ci krzywdę. Tak, krzywdę. Tobie i tej małej i jemu...Nie wolno budować swego szczęścia, na cudzej krzywdzie..
Beata zaczyna zarabiać szyciem. Dopiero pod koniec życia udaje jej się znaleźć pracę w kinie, w którym wyświetlane są filmy nieme. Gra tam na pianinie. Po jej śmierci gra Marysia, która tam poznaje przystojnego Czyńskiego i zakochuje się w nim z wzajemnością... 

Wybrane cytaty- film :
Ja nie jestem zła, jestem tylko nieszczęśliwa.
*
Przez baby to tylko kłopoty i zgorszenia, ale żenić zawsze się trzeba, takie prawo boskie.
*
Wierzę, że każdy uczciwy człowiek za zaszczyt będzie sobie poczytywał, uściśnięcie tej, spracowanej, brudnej ... a przecież najczystszej ręki na świecie.
***
Czy można wytłumaczyć postępowanie Beaty, które spowodowało tyle nieszczęść? Postąpiła trochę egoistycznie, jednak zapłaciła za to wysoką cenę. Na pewno, by się nie zdecydowała na taki krok, gdyby wiedziała jak to się skończy: że i tak zostanie sama, córeczkę skaże na tęsknotę za tatusiem, siebie na ciężką pracę, a męża na poniewierkę i włóczęgostwo- zapewne, gdyby wiedziała to wszystko, zastanowiła by się dwa razy. Jednak nie  można wiedzieć wszystkiego... 
I Beata tego nie wiedziała.
Wiem, że reżyserią zajął się Michał Waszyński, ten sam, który wyreżyserował Gehennę. Jednak jakże różne te filmy są w odbiorze dla mnie. Na tym filmie się wzruszyłam, i oglądałam go w całkowitym skupieniu i z zainteresowaniem.  Nie chciałam czytać książki w pierwszym odruchu, po ostatnim zgrzycie -Gehenna- ale jednak to zrobiłam. Przeczytałam. 
I na całe szczęście mojego wrażenia co do filmu to nie popsuło. Choć oczywiście są pewne różnice. Powiem więcej, wersja z 1937 i wersja z 1981 roku uzupełniają się w tych zmianach.

Takie mniej więcej podstawowe różnice są:
 Książka- Beata z Marysią wyjeżdża, mieszkają w lesie, Janek umiera na gruźlicę, później Beata szyje, uczy muzyki, umiera, Marysia pracuje w sklepie, tam poznaje Leszka,  Dobraniecki waha się czy powiedzieć prawdę, Wilczur przypomina sobie kim jest przy grobie żony, końcowa scena na cmentarzu przy grobie Beaty.
Znachor 1937-  Beata z Marysią wyjeżdża, mieszkają w lesie, Janek umiera przygnieciony przez drzewo, później Beata szyje, gra w kinie na pianinie, umiera, Marysia ją zastępuje w pracy w kinie, tam poznaje Leszka, Dobraniecki waha się czy powiedzieć prawdę, Wilczur przypomina sobie kim jest przy grobie żony, końcowa scena- ślub Marysi.
Znachor 1981- Nie ma w ogóle wzmianki co się działo z Marysią i jej matką po opuszczeniu Wilczura, Dobraniecki jest przyjacielem, Marysia pracuje w sklepie, tam poznaje Leszka, Dobraniecki mówi na sali rozpraw kim jest Znachor, Wilczur przypomina sobie kim jest na sali rozpraw, końcowa scena na cmentarzu przy grobie Beaty.  
 Nie chciałabym  porównywać tego filmu do wersji z 1981 roku ze znakomitym Jerzym Bińczyckim. Jednak powiem, że film z Kazimierzem Junosza-Stępowskim urzekł mnie bardziej. Pięknego obrazu dopełniała, wzruszająca muzyka Henryka Warsa. Uwielbiam skrzypce. Grają na mojej duszy. 
Chociaż gdy w książce opisywano, ogromną posturę Wilczura widziałam pana Jerzego Bińczyckiego, a gdy kilka razy nazywał Marysię gołąbeczką, słyszałam jego głos... 
Film Znachor 1937 to jeden z piękniejszych filmów przedwojennego kina. 


Kadr z filmu
***
Cytaty książka:

– Wszystko to ci dam. Zobaczysz, Beato! I klejnoty, i stroje z Paryża, i bale, i służbę! Wszystko ci dam!
A sam wówczas nie miał nic oprócz paru walizek w kawalerskim pokoju,
szafy fachowych książek i skromnego uposażenia docenta. Ale miał też wolę ze stali i wiarę potężną, i pragnienie palące jak ogień, by przyrzeczenia
Beacie dotrzymać. Zaczął walkę. O stanowiska, o praktykę, o bogatych pacjentów. Duża wiedza, wrodzony talent, niezłomny charakter i praca, zawzięta, wściekła praca zrobiły swoje.
*

 Beata niewątpliwie była najlepszą żoną na świecie. Na pewno go kochała. Dlaczego jednak odnosiła się doń z tym niepotrzebnym szacunkiem, z jakąś jakby czcią? W jej dbałości i pieczołowitości było coś z liturgii. W pierwszych latach przypuszczał, że się go boi, i robił wszystko, by to usunąć. Na każdym kroku podkreślał, że żyje tylko dla niej, że pracuje tylko dla niej i że tylko przez nią jest szczęśliwy. Zresztą była to szczera prawda. Kochał Beatę do szaleństwa i wiedział, że ona odpłaca mu równą miłością, chociaż cichą i mniej impulsywną...
*
– Tak to jest z kobietami... Jedna przyssie się do ciebie i wszystkie soki wyciągnie, inna obedrze cię z tego, co masz, trzecia oszuka na każdym kroku, albo i taka będzie, co cię wciągnie w szarzyznę, w powszednie błoto... Pranie, sprzątanie, pieluchy i takie rzeczy. Ot i życie...
Ale to nieprawda, to wszystko od mężczyzny zależy. Jaki jest! Po jednym spłynie gładko, drugi jak postrzelony kot zakręci się, zapiszczy i zdycha, a taki jak ty, amigo?... Twardy musisz być. Jak wielkie drzewo. Gdyby cię z kory obłuskano, porósłbyś nową, gdyby ci gałęzie obcięto, wyrosłyby nowe... Ale ot, wyrwało cię z korzeniami z gruntu..
*
Z biegiem lat nazwa „Lecznicy Prof. dra Wilczura” stawała się coraz bardziej nieuzasadnionym anachronizmem. Toteż nikogo nie zdziwiło, gdy w końcu za zgodą kuratora nazwę tę zmieniono na „Lecznicę im. Prof. dra Wilczura". W związku z tym wyszła z druku dość obszerna biografia pióra prof. dra K. Dobranieckiego pt. „Prof. Rafał Wilczur – genialny chirurg”.
Praca ta kończyła się słowami:
„Składając hołd nieodżałowanej pamięci najlepszego Człowieka, mądrego Nauczyciela i wielkiego Uczonego, polski świat lekarski pozostaje okryty żałobą po jego tragicznym zniknięciu, które niestety już zapewne na zawsze pozostanie okryte mrokiem bolesnej tajemnicy".
*
– Mężczyzna bez opieki, jak ogród bez płotu. 
*
Śmiała, nie mogąc powstrzymać tego radosnego śmiechu. Coś w niej drgało, coś trzepotało. Coś zrodziło się do życia, nowego, wspaniałego, jasnego, uskrzydlonego, jak wielki biały ptak.
Czyński stał nieruchomo i wpatrywał się w nią z zachwytem. Napisał jej kiedyś w depeszy, że uważa ją za najpiękniejszą dziewczynę... Teraz jednak była tak piękna, jaką jej jeszcze nigdy nie widział.
*
-Umyślnie nie mówiłem ci dotychczas, jak było już z tobą kiepsko. Chorym nie trzeba mówić takich rzeczy, bo przejmują się, a to przeszkadza w powrocie do zdrowia. 
-Czym ja ci się wywdzięczę, stryjciu Antoni, za tyle dobroci, za tyle poświęcenia!- Złożyła ręce i oczyma pełnymi łez patrzyła mu w oczy. A znachor uśmiechnął się i powiedział:
– Czym?... Ot, pokochaj mnie troszkę.
– Pokochać? – zawołała. – Ależ ja cię, stryjciu, tak kocham, jak tylko mamusię kochałam!
– Bóg ci zapłać, gołąbeczko – odpowiedział drżącym głosem.
*
Chcąc serce pozyskać, trzeba całe serce okazać.
*

Profesor Dobraniecki stał i wpatrywał się w tę białą przestrzeń. Tak dawno nie był na wsi. Ten pejzaż wydał mu się w pierwszej chwili czymś sztucznym, jakąś dekoracją przesadnie realistyczną, pretensjonalną i piękną aż do nieprawdopodobieństwa. Upłynęło kilka minut, zanim w swej pamięci odnalazł dawne odczucia, dawne kontakty z tym na nowo odkrytym światem, dawne związki... Urodził się przecie na wsi, na wsi spędził dzieciństwo i pierwsze lata młodości.
– Też amnezja – myślał. – Człowiek żyjący życiem miejskim zapomina o tym świecie. Wpada w chorobliwy rytm kariery, pracy, wyścigu... I po prostu przestaje wiedzieć o istnieniu tej pogody, tej ciszy... tej innej ziemi, gdzie prawda tak bezpośrednio przemawia do człowieka nie przez głośnik radia, nie czarnymi czcionkami druku... Zapomina się o tym...

***
Posty powiązane: Elżbieta Barszczewska
            Witold Zacharewicz

Posty polecane: Gehenna 1938-film
                                   "Gehenna" Helena Mniszkówna

LinkWithin