Nie, nie była usłana różami, ale i kolce miały swój sens"
Loda Halama
Matka Lody, Marta Cegielska, uciekła z domu razem ze swoją ciotką, Ludwiką Cegielską. Panna z dobrego domu nie mogła być wtedy tancerką, nie wypadało. Wyjechały do Rosji, do Baku. Tam Marta spotkała swojego przyszłego męża i ojca Lody, Stanisława Halamę. Stanisław, muzyk z zawodu, grający na wielu instrumentach. Prowadzili raczej życie koczownicze. Każda z ich córek urodziła się w innym mieście- w czasie tournee. Ojciec Lody miał pasję do grania w karty i czasami przegrywał swoją miesięczną pensję. To matka była motorem rodziny i zawsze starała się stworzyć córkom prawdziwy dom. Chciała je wychować na prawdziwe Polki i porządne kobiety. Mimo, że trudno im było pogodzić codzienne czynności z zawodem tancerki i ambicjami zawodowymi, musiały w domu szydełkować, cerować, gotować itd. Matka pilnowała nauki tańca, ojciec uczył ich muzyki- miał anielską cierpliwość, której mamie brakowało, i często nerwy wyładowywała klapsami. Ojciec nigdy nie podnosił na córki ręki i mawiał: życie je bije, po co ja ma jeszcze bić. Zawsze chciał mieć syna, a urodziły mu się cztery dziewczynki. To Lodę upodobał sobie i postanowił wychować na chłopaka.
![]() |
Najstarszy portret Lody Halamy |
Ojciec bardzo pragnął wrócić do Polski. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać ten plan z trojgiem dzieci a potem z czworgiem i często chorującą żoną. Zaczęli tę podróż pociągiem dla bydła. Dotarli do Polski w 1921 roku, do Sosnowca. Mimo ciężkiej pracy, ciągle wszyscy byli niedożywieni i źle ubrani. Często dziewczynki występowały w paru miejscach jednego wieczoru. Nigdzie nie zagrzali miejsca na dłużej, aby córki mogły chodzić do normalnej szkoły, więc uczyli je korepetytorzy.
![]() |
Rodzina Halamów: mama, tata, Zizi, Loda, Alicja i Helenka. Zdjęcie wykonane specjalnie do dokumentów repatriacyjnych. |
Kiedy weszły w modę tańce połączone z akrobatyką, zaczęły się kontuzje. Częste skręcenia, złamania. A raz podczas tańca w numerze Mary Lou z Eugeniuszem Bodo, wyślizgnęła mu się z rąk i wylądowała głową na deskach sceny. "Niech pani zabroni tej wariatce takich akrobacji! Zabije się i rozłoży mi teatr!" krzyczał Włast bliski zawału. Któregoś wieczoru po przedstawieniu, Bodo i Roland zdecydowali się jechać samochodem do Poznania. Orkiestra, żartując, że spóźnią się na przedstawienie grała im tango: On nie powróci już... Żart okazał się tragiczny, bo Roland już nie powrócił.
![]() |
Sylwetka Lody służyła do reklamy mydła... |
Małżeństwo nie przetrwało. Kiedy była w separacji, wdała się w romans z żonatym Alem Żabczyńskim. Zakochali się w sobie wbrew rozsądkowi. Wspólna praca w teatrach i filmie potęgowała to uczucie. Wiele razy próbowali zerwać ze sobą i gdy nastąpił ostateczny koniec ich romansu, Loda załamała się. Zamiast na deski teatru, kierowana jakąś nieznaną siłą, szła przed siebie. Tak doszła na dworzec i wsiadła do pierwszego, lepszego pociągu. Już podczas jazdy dowiedziała się, że jedzie do Częstochowy. Ucieszyła się, gdy tam dotarła, codziennie odwiedzała Jasną Górę i modliła się. Po trzech dniach oprzytomniała, gdy zobaczyła w prasie, na pierwszej stronie swoją fotografię z napisem "Warszawa poszukuje Lody Halamy". Matka z Andrzejem przyjechali po nią.
![]() |
W filmie August der Starke, kręconym w Berlinie w 1936 roku |
![]() |
Z drugim mężem, George'em Golembiowskim |
"A warszawskie kawały? Było ich na kopy.. Kiedy Niemcy ogłosili przymusowe oddawanie futer, szykowali się akurat na Rosję i rosyjskie mrozy. Dowcipnisie układali teorię, że te futra niby ułatwiają Niemcom wydawanie rozkazów. Podczas wymarszu rozkaz będzie brzmiał: karakuły na lewo, lisy na prawo, barany naprzód!
Bo ja wiem, czy to dziś śmieszy? Wtedy tak, na pewno. Chciało się człowiekowi śmiać, raczej znaleźć powód, żeby ten śmiech mógł się narodzić. Żeby wytrzymać."
"Byłam kiedyś świadkiem egzekucji ulicznej młodych chłopców. Po powrocie do domu dostałam histerii i mąż musiał mnie upić abym się uspokoiła i zasnęła. Od tego czasu zaglądałam do kieliszka już dość często, co zresztą robiło większość warszawiaków. Oszałamialiśmy się bimbrem."
W czasie wojny urodziła syna i zginął jej mąż. Po tajemniczej śmierci męża w 1943 roku (został postrzelony w pracy) wyjechała do Szwajcarii do teściowej, niestety ich relacje nie układały się za dobrze. Teściowa obwiniała ją o śmierć syna i odebrała Lodzie jej synka i ukryła go w górach. Po wielu trudach udało jej się wywieźć synka do Anglii i uwolnić się od zaborczej teściowej. W Anglii również nie zagrzała miejsca na długo, i wyjechała do Ameryki- po słońce. Nie odpowiadała jej a zwłaszcza jej synkowi -ciągle był zaziębiony- ze względu na chłód i mgły. By dostać prawo pobytu w USA, uciekła się do sposobu wypróbowanego w Anglii- małżeństwo. Małżeństwo tym razem z Amerykaninem. Jako sposób zarobkowania wybrała pośrednictwo w sprzedaży domów. Ze względu na syna, zadowalała się recitalami i dorywczymi występami, chciała mieć stały adres- kariera artystyczna oznaczałaby podróże i dłuższe rozstania.
Loda miała w sumie pięciu mężów. Sama o sobie mówi, że nie była jakąś oszałamiająca pięknością, po prostu zmiany te były potrzebą chwili. Trzykrotnie zdecydowała się wyjść za mąż, by dostać zezwolenie na pobyt i prawo pracy w danym kraju. Kiedy po wojnie przyjechała do Anglii, chciała za wszelką cenę tam pozostać. W tym celu poszła do klubu lotników i przedstawiła swoją sytuację. Znalazło się paru kawalerów. Los padł na Kazia Dobrowolskiego. Pozostali przyjaciółmi na wiele lat. Kiedy wyjechała do Ameryki, do Hollywood, miała wizę ważną na trzy miesiące i rozwód. Następnym mężem Lody był Larry Latta, ślub wzięli w Meksyku. Po roku zauważyła, że dzieli ją z Larrym różnica w podejściu do życia, bywał bardzo zazdrosny- najczęściej bez powodu, jak pisze sama Loda. Ostatnim jej mężem był Stanisław Ruszała, były żołnierz w Armii Andersa. Ślub z nim wzięła bo był pod ręką, a jej znów kończyło się pozwolenie na pobyt w Anglii.
"Ważne- żyć i brać życie niezupełnie serio. Ale mądra kobieta nie powinna gonić za mężczyzną jak za tramwajem. Poczekać raczej aż przyjedzie następny."
![]() |
Imieniny w Syrenie- bigos i butelczyna... |
Pod koniec życia Loda pomimo, że miała paszport brytyjski, mieszkała w Polsce. Ciągnęło ją jednak w świat i dużo podróżowała, niezależna finansowo (zawsze do tego dążyła), rozwódka, ćwiczyła jogę. Wciąż miała swój jacht (teraz więcej korzystał z niego syn), na którym spędziła wiele cudownych chwil. Jeden rozdział w książce mu poświęciła. Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że pociąga ją życie w luksusie i jest może przez to trochę próżna i zarozumiała- ale nie, ona po prostu żyła chwilą i cieszyła się nią tak jak umiała.
"Umie trzymać dystans, umie i lubi się bawić, żyje wygodnie, lecz... szybko, intensywnie; czarująca, elegancka, wiotka, młoda"
Teresa Krzemień
Wpis powstał na podstawie autobiografii Lody Halamy "Moje nogi i ja". Zdjęcia również pochodzą z tej książki. Cóż, jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie, czy dobrze mi się ją czytało? Muszę przyznać, że i tak i nie. Sama Loda na początku przeprasza za chaotyczność swych wypowiedzi i skoków czasowych opisywanych zdarzeń. I tak w istocie było. I bodajże, nie ma chyba w książce ani jednej daty. Ale Loda nigdy nie była poukładana w szufladki, no i rozpoczęła spisywanie wspomnień dosyć późno, musiała więc sięgać pamięcią daleko wstecz, co nie zawsze jest łatwe. Bywa za to zabawnie- autorka bardzo często, przytacza różne anegdoty, dowcipy. Jest ich naprawdę wiele. Dobrze jest posiadać umiejętność, śmiania się z samego siebie. Wtedy można bez wahania stwierdzić, że ma się prawdziwe poczucie humoru. Poniżej kilka anegdot zapamiętanych i spisanych przez Lodę.
![]() |
Na jachcie... |
*
Dowcip o Lodzie krążący po Londynie. A dokładnie o jej siostrze i o niej:
"Jaka jest różnica między dwoma Halamkami? Obie katoliczki, obie lubią chodzić do kościoła i do spowiedzi. Różnica? Loda lubi mieć się z czego spowiadać."
*
"Konrad Tom opowiadał mi o Annie Magnani zabawną historyjkę. Podczas pobytu w Rzymie, jako żołnierz armii Andersa nakręcał razem z Włochami jakiś film. Siedzącej przy barze Annie Magnani asystował młody, przystojny aktor. Anna opowiadała z zapałem różne zabawne anegdoty, ale młody amant wyraźnie niecierpliwił się i co pewien czas dopingował aktorkę, aby już iść do domu. Po paru takich nagabywaniach zniecierpliwiona powiedziała: Idź, darling, a jak nie przyjdę za pół godziny- zaczynaj sam."
*
"Prehistoryczny dla dzisiejszych warszawiaków:
Na proszonej kolacji serwowano kaczkę, pani domu usilnie namawiała gościa, aby jadł. Gość znudzony natarczywością pani domu odzywa się: Proszę pani, trzeba było tę kaczkę, przedtem namawiać, żeby jadła."
"Co by tu jeszcze.... Kiedyś, w hollywoodzkich czasach Pola Negri zwierzyła mi się, że już napisała swoją książkę, tylko nie wie, jak ma zakończyć Nie namyślając się poradziłam: Postawić kropkę i koniec. Słowo się rzekło, stawiam kropkę i koniec."
No, no - odwaliłaś kawał dobrej roboty tym wpisem :-)
OdpowiedzUsuńMało dat, ale tak jak wspomniałaś - źródło winne :-) Uwielbiam ludzi z poczuciem humoru, a jak widać miała go w nadmiarze :-)) Ilość mężów standardowa na tamte czasy.
A było w książce o tym czym zajmował się jej mąż (ten postrzelony w pracy)?
Dzięki :)
UsuńTak było. Jak się poznali to opowiadał jej, że z konkursu wygrał posadę buchaltera w Argentynie, podpisał kontrakt na dwa lata z dużą pensją. Przez prawie rok prowadził buchalterię towarów z całego świata, nigdy ich nie oglądając. Przypadkiem dowiedział się wreszcie, że pracuje dla ... domów publicznych :)
W czasie wojny zajmował się handlem- był właścicielem hurtowni chemikaliów, reprezentował też interesy wielu światowych firm.
"I tak życie płynęło. Mąż handlował resztkami chemikaliów uratowanych z pożaru magazynów w ostatnim dniu bombardowania. Ja zajmowałam się swoją pracą charytatywną, dzieckiem, domem.
Nagle jednego dnia wszystko się zawaliło. Był to rok 1943, lipiec. Niemcom szło coraz gorzej w Rosji, dużo ich uciekało z frontu, na mieście coraz więcej było szumowin; kupowano od Niemców broń i napadano na prywatne domy, na kobiety na ulicach, zwłaszcza dobrze ubrane, na firmy handlowe. Jeden z takich napadów dotknął firmę mojego męża. Dwóch młodzików z rewolwerami wtargnęło do biura i zażądało otworzenia kasy; wybrali pieniądze i już byli przy drzwiach, kiedy mąż mój stracił nerwy i złapał jednego z nich za rękę. Wywiązała się szarpanina, w której mąż został postrzelony. Kula utkwiła w tyle głowy.Był na pól sparaliżowany[..] Operacja się udała-żył jeszcze dwa dni"
Dzięki za wyczerpującą odpowiedź :-)
UsuńBrakowało mi właśnie, jak zwykle to bywa, "został rozstrzelany przez Niemców", więc mnie to zastanowiło - co to za historia go spotkała :-)
Nie ma za co ;) A przy okazji Twojego pytania, powstał mały dopisek do bloga ;)
UsuńKiedyś, ładnych parę lat temu miałam w rękach tą książkę i niestety jej nie przeczytałam. Teraz żałuję, bo Loda Halama była jak widać fascynującą i nieobliczalna kobietą.
OdpowiedzUsuńJa tę książkę mam przeczytałam ją mając kilkanaście lat i wracam do iej co jakiś czas. napisałam również list do p. Lody kiedy jeszcze żyła i mieszkała w Warszawie-były to lata 90, wtedy już chorowała. List przekazała jej p. Teresa Krzemień. Podobno przeczytała go i bardzo się ucieszyła. jednak mi nie odpisała. Prosiła aby przekazać mi, że jest chora i niestety mi na niego nie odpowie. Po kilku miesiącach dowiedziałam się z telewizji, że umarła. Czułąm z nią jakąś niewytłumaczalną więź, nie wiem dlaczego.
OdpowiedzUsuńLoda na pewno była niezwykłą osobą i z pewnością zasługuje na film biograficzny, by więcej ludzi sobie o niej przypomniało, lub się o niej po prostu dowiedziało. Taki film powinien również powstać o Bodo czy Smosarskiej. Ale niestety- jak do tej pory nie powstał, tak już pewnie nie powstanie...
UsuńPozdrawiam serdecznie i dziękuję za osobisty komentarz.
Bardzo mi się przydał Pani artykuł, za co serdecznie dziękuję.
OdpowiedzUsuńNa cmentarzu pod Lozanną jest pochowany Georges Gołembiowski - szukając o nim informacji dowiedziałam się, że był mężem Lody Halamy. Dlatego trafiłam na Pani bloga, skąd też pozwoliłam sobie zamieścić zdjęcie Georgesa i Lody: http://polneuchatel.blogspot.ch/2014/10/i-ze-cie-nie-opuszcze-az-do-smierci.html
Po to piszę, by inni czytali- a to co czytają podobało im się- również dziękuję bardzo ;)
UsuńPozdrawiam serdecznie
Jerzy Czaplicki, a nie żaden Czapliński! Przecież to są zupełnie różne rodziny! Czapliccy są herbu Lubicz.
OdpowiedzUsuń51 year-old Senior Editor Jilly Kesey, hailing from Arborg enjoys watching movies like "Truman Show, The" and Puzzles. Took a trip to Historic Centre of Mexico City and Xochimilco and drives a Z8. przydatne zrodlo
OdpowiedzUsuńadwokat zarobki rzeszow
OdpowiedzUsuńMogłaby razem z Ireną Kwiatkowską zaspiewać: Nogi, nogi, nogi roztańczone, tańczą jak szalone... Dałabym wiele, by zobaczyć Lodę Halamę, tańczącą z moim mężem. Lecz przedtem, by musiała mi przysiąc, że się w nim nie zakocha. Marzena Manista
OdpowiedzUsuńPięknie to Pani napisała... pozdrawiam serdecznie. Aneta
UsuńFantastyczne zdjęcia i mega ciekawy wpis. Brawo!
OdpowiedzUsuń