niedziela, 29 stycznia 2012

Nora Ney


Polskie filmy lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, były produkcjami typu hollywoodzkiego. Najczęściej przyciągał publiczność wątek sensacyjno-kryminalny i piękne, tajemnicze kobiety oraz ich przystojni partnerzy.

    Nasza rodzima femme fatale w latach międzywojennych zdobyła ogromną sławę i popularność. W rolach pięknej, niebezpiecznej kochanki zabłysła jak prawdziwa gwiazda. Dzięki egzotycznej urodzie uosabiała modny w Polsce przed wojną "erotyzm orientalny". Pokochała ją publiczność bardzo.  
 Kiedy  urodziła córkę Joannę - kilka lat przed wojną -  przerwała karierę, by zająć się nią. Powróciła do filmu po półtorarocznej przerwie. W gazetach można było przeczytać:
Oto dziś wraca na ekran- szczęśliwa matka, ślicznej córeczki.
   W 1939 roku odbyła się premiera Doktora Murka.  Film z muzyką Władysława Szpilmana, odniósł wielki sukces. O jej aktorstwie  tak pisano w kwietniu 1939 roku, na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, przed końcem jej świata, świata filmu, do którego już nigdy nie miała powrócić: 
... jej kreacje aktorskie to wysoka pozycja w dorobku aktorskim w ogóle, to świadectwo żywotności jej talentu, który świeżo i tak pięknie znowu zabłysnął. Przed nią jeszcze długa kariera sceniczna...
Początki jej kariery  były romantyczne i przypominają scenariusz przedwojennego filmu. Pochodziła z małego miasteczka niedaleko Białegostoku, gdzie w dużej rodzinie dość zamożnego właściciela składu drewna, wśród pięciorga utalentowanych artystycznie dzieci, ona jako jedyna zdradzała talenty aktorskie. Już od szkolnych lat marzyła o aktorstwie. 
  Brała udział we wszystkich imprezach, tańczyła, śpiewała i marzyła o zostaniu gwiazdą filmową. Była też w niej złość, bunt i żal. Jej matka umarła, kiedy  była mała, a ojciec miał drugą żonę i planował jej przyszłość. Tymczasem ona była niezależną naturą. Buntowała się.
Bunt jest często motorem działania artystów. I tak się stało w jej przypadku.
Rodzina ostro sprzeciwiała się  aktorskim planom. Do tego stopnia, że na wszelki wypadek trzymano ją i jej ubrania w domu "pod kluczem". Kiedy chciano wydać ją za mąż za zamożnego, starszego człowieka, którego nie kochała, uciekła przez okno z domu. Nic ze sobą nie zabrała, wszystkie jej rzeczy były przecież zamknięte. Pociągiem dotarła do Warszawy, gdzie kilka miesięcy później dostała się do znanej szkoły aktorskiej Biegańskiego. Już po sześciu miesiącach zagrała w filmie. Miała wtedy niespełna 18 lat.
Oto jej wypowiedź o początkach kariery:
... jedynym moim marzeniem od lat najmłodszych było zostanie artystką. Jeżeli dopięłam celu, zawdzięczam to wyłącznie mojej silnej woli i wytrwałości. Nie bacząc na energiczne protesty rodziny, mimo kpin koleżanek i drwin najbliższych, udałam się do filmu droga najkrótszą - bo przez okno...
Rodzice  nie mogli jej tego wybaczyć. Dopiero kilka lat później, kiedy jako sławna gwiazda przyjechała do Białegostoku i kiedy burmistrz miasta przyjmował ją jako specjalnego gościa, ojciec zaakceptował jej wybór i decyzje.
Była typem wampa: piękna, fotogeniczna, wytworna, często zmieniała wspaniale kreacje i na ekranie wyglądała wspaniale, co było też niewątpliwie dużą zasługą jej pierwszego męża, znanego wówczas operatora Seweryna Steinwurzela- autora zdjęć prawie wszystkich filmów, w których grała. 
Po świetnym starcie posypały się role. Nie wszystkie wybitne, ale umacniające jej pozycje w polskim kinie. Uważano  ją nawet za polską Gretę Garbo! Dla młodego pokolenia, które interesuje się filmem - jest i zostanie legendą...

W wielu wywiadach  podkreślała, ze najbliższa jej była rola Tatiany w Urodzie życia 1930, według Stefana Żeromskiego. 
Do tej postaci czułam najwięcej sentymentu. Odpowiadała mi też psychologicznie...
 Była to także rola-wyzwanie, ponieważ zewnętrznie nie odpowiadała powszechnemu wyobrażeniu Tatiany. Powieści Żeromskiego, a zwłaszcza Urodę życia, znano i czytano wówczas powszechnie.
Po premierze Córki generała Pankratowa 1934 pisano, że  jest chyba naszą jedyną prawdziwą gwiazdą filmową. Podziwiano jej fotogeniczność, ekspresje dramatyczną, umiejętność noszenia kostiumu. Miała wierną publiczność, która cierpliwie czekała na jej powrót na ekrany po urodzeniu córki Joanny.
Po wojnie nie miała już nigdy powrócić na ekran ani na scenę, ale w czasie krótkiej kariery zagrała kilka ról, które zapewniają jej na zawsze miejsce w historii polskiego filmu...
*

         W 1939 roku, po wybuchu wojny,  z córką Joanną przekroczyła wschodnią granicę. Zesłane w głąb Rosji, mimo trudnych lat, przeżyły.

-Uniknęłyśmy zagłady dzięki zesłaniu - mówi Joanna.

     Zaraz po wojnie aktorka wróciła do Polski, ale w nowej rzeczywistości nie było dla niej miejsca. Zmieniły się czasy. Filmy, w których przed wojną grała najczęściej główne role, były wzorowane na produkcji hollywoodzkiej, a niestety dramaty miłosne i sensacyjne melodramaty na zawsze miały zniknąć z polskich ekranów. Wraz ze zmianą ustroju zmieniły się też historie, które miały być opowiadane za pomocą kamery. Powiedziano jej, że nie ma dla niej i jej aktorstwa miejsca w nowym polskim kinie.
Niepotrzebna była sanacyjna diwa, femme fatale, piękna uwodzicielka, która w filmie potrafiła z miłości zabić kochanka lub siebie, a w każdej scenie zmieniała stroje. Takich filmów w Polsce Ludowej nie będzie się produkować. Polskie kino nie miało już wzorować się na Hollywood, ale rozpoczynało własną  wędrówkę.
     Postanowiła więc wyjechać. Jak wielu artystów- wybrała Amerykę. Kiedy w 1946 roku przyjechała do Nowego Jorku, wiedziała, ze jest to miejsce dla młodych i odważnych ludzi, gdzie spełnia się American Dream. Odjęła sobie  kilka lat (wojennych) i w jej amerykańskich dokumentach 1914 widnieje jako rok urodzenia. W rzeczywistości urodziła się w 1908 roku.
 Nie mówiła o tym prawie wcale, ale była w niej jakaś gorycz, że zabrano jej to, co kochała najbardziej - aktorstwo.

Nie miała zdolności językowych i to było głównym powodem, że w Stanach Zjednoczonych nie udało jej się wrócić do zawodu. Język był dla niej taką samą przeszkodą, jak dla aktorów kina niemego kamera dźwiękowa.  Pracowała więc w różnych firmach, między innymi jako osoba odpowiedzialna za archiwizacje dokumentów. Zajmowała się też opieką nad dziećmi i osobami starszymi, prowadziła zamożnym Amerykanom domy. Jej córka przechowuje wspaniale referencje z tamtych czasów, jakie otrzymywała.
Zaproponowano jej wprawdzie prace w Teatrze Żydowskim Idy Kamińskiej w Nowym Jorku, ale nie znała też jidysz - długo nie wiedziała o swoim żydowskim pochodzeniu. Kiedy uciekła z domu do Warszawy miała 17 lat, potem wojnę przetrwała w Rosji. Sprawy pochodzenia i rodzinne nie były dla niej wcale ważne. 
Tak więc życie na emigracji nie układało się specjalnie pomyślnie.
-Może ostatnie 25 lat -mówi jej córka- było szczęśliwsze, kiedy wyszła ponownie (po raz czwarty) za mąż za Leona Friedlanda, emerytowanego biznesmena z St. Petersburga i przeniosła się z Nowego Jorku do Kalifornii, gdzie mieszkała do końca życia. Przedtem to był po prostu niesamowity wysiłek, by zarobić na opłaty, na życie. Było bardzo trudno, bo nie umiała zrezygnować i nie zrezygnowała ze swojego przedwojennego stylu życia. I taka pozostała aż do późnej starości, kiedy zawładnęła nią ciężka choroba. Przez ostatnie cztery lata życia cierpiała na chorobę Alzheimera. Zawsze  robiła dla nas dwóch zakupy, najczęściej w drogim magazynie Saksa. I potem, kiedy trzeba było zapłacić za mieszkanie - brakowało pieniędzy. Po latach sławy, a potem latach wojny, kiedy przyjechała do Nowego Jorku, uważała, że należy jej się "wszystko, co najlepsze".
  Matka Joanny nigdy do Polski nie wróciła, a nawet nigdy nie chciała wrócić.
    Jak wspomina Joanna, matce nigdy nie brakowało adoratorów. Miała w sobie czar i magnetyzm. Po rozwodzie z drugim mężem (ojcem Joanny), miała jeszcze jednego - lekarza psychiatrę Eugene'a J. Brauna, ale był to krótki związek, zakończony również rozwodem. Dopiero ostatni mąż zapewnił jej przez ostatnie 25 lat spokojniejsze i szczęśliwsze życie. 
Kochała filmy, oglądała ich wiele w telewizji, ale też chodziła często do kina. Lubiła filmy współczesne. Nie interesowały ją wcale stare - jakby chciała się odciąć raz na zawsze od swojej przeszłości...
Jako matka  była surowa, zbyt wymagająca, apodyktyczna i nadopiekuńcza. Joanna wyprowadziła się z domu w wieku 18 lat i od tej pory była samodzielna.

- W jakiś sposób zrobiłam to samo, co ona. Też się zbuntowałam, ale to była walka o wolność i niezależność, o prawo do podejmowania samodzielnych decyzji.
W 1996 roku Film Society of Lincoln Center zorganizowało wielką retrospektywę polskich filmów. Specjalny wieczór zadedykowano filmowi Córka generała Pankratowa  z 1934 roku  z nią w tytułowej roli. Po raz pierwszy po wojnie (!) miał być pokazany w Stanach Zjednoczonych, na wielkim przeglądzie, przedwojenny polski film. Richard Pena, dyrektor programowy Film Society, zaprosił aktorkę, by przedstawiła film i podzieliła się z publicznością wspomnieniami z czasów, kiedy film był zrealizowany. Napisał w zaproszeniu:
... wiem, ze byłaby to wielka sprawa dla wszystkich, gdyby Pani, jedna z największych polskich aktorek filmowych lat trzydziestych, mogła być z nami z okazji tego pokazu.
 Lecz  ona -88-letnia wówczas- była już wtedy bardzo słaba.  Odpisała w krótkiej notce, że jest już dla niej za późno. Nie miała sił, żeby przylecieć do Nowego Jorku (mieszkała  w Kalifornii). W jej imieniu film przedstawiła Joanna. Po projekcji w Lincoln Center publiczność zgotowała filmowi i aktorce owację na stojąco...

   Joanna jest dumna, że na początku rozwoju polskiej kinematografii powstały filmy, w których grała jej matka...
Kiedy odeszła ostatnia wielka gwiazda przedwojennego kina polskiego, w wieku 95 lat prasa polska nie odnotowała tego smutnego faktu, co tłumaczyć można zasłoną milczenia, która przez pół wieku spowijała losy całego pokolenia artystów debiutujacych w okresie miedzywojennym, a po 1945 decydujacych sie na emigrację. Z ulubieńców publiczności stawali się tułaczami, zagubionymi w nieprzyjaznej rzeczywistości przybranych ojczyzn...

fragmenty tekstu HANNY KOSIŃSKIEJ-HARTOWICZ


***

Nora Ney
 właściwie Sonia Nejman lub Zofia Neuman ,urodzona 25 maja 1908 we wsi Sielachowiece koło Białegostoku, zmarła 21 lutego 2003 w Encinitas w Kaliforni, USA.

Zapraszam również do przeczytania wpisu o filmie w którym zagrała Nora Ney:
Głos pustyni 1932
  

3 komentarze:

  1. Nora Ney zagrała bardzo dobrą rolę w "Kobietach nad przepaścią" w 1938 r - wszyscy pozostali aktorzy, nawet ci wybitni jak Junosza-Stępowski, Żabczyński, Brodzisz czy Bogda mają bardzo "drewniane" role i sztampowe dialogi. Ona jedna zdołała tchnąć życie w ten film. No, może jeszcze Jadwiga Andrzejewska i szefowa policji kobiecej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, mam braki w wykształceniu.
    Jako dziecko uwielbiałam cykl niedzielny "W starym kinie", poznałam wówczas wiele gwiazd kina przedwojennego. Nory nie zapamiętałam - objawiła mi się dzięki serialowi "Bodo". :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie pamiętałam jej z tamtego czasu, tzn. kiedy oglądałam "W starym kinie" z rodzicami- swoją drogą to był cudowny czas. Zainteresowałam się nią, kiedy zaczęłam prowadzić bloga i wtedy na dobre utknęłam w dwudziestoleciu międzywojennym. Ze statystyk swojego bloga widzę, że dużo ludzi, zainteresowało się teraz Norą Ney.
      Ten post w ostatnim miesiącu, miał prawie 1700 wyświetleń ;)
      Pozdrowienia serdeczne.

      Usuń

LinkWithin