czwartek, 29 stycznia 2015

Barthélemy Thimonnier- wynalazca maszyny do szycia

                                                                                         

 "Thimonnier uwolnił kobiety od jednej z ich służebności. Prawdę mówiąc, o szlachetnym życiu Thimonniera powinno się uczyć w szkołach."
 Edouard Herriot
Pierwsza maszyna do szycia ujrzała światło dzienne w 1830 roku, we Francji. Twórcą jej był niejaki Barthelemy Thimonnier, który urodził się 19 sierpnia 1793 roku w L'Arbresle, jako najstarsze z siedmiorga dzieci. Po pewnym czasie studiów w seminarium w St. John Lyon, opuścił rodziców i rozpoczął pracę jako krawiec w Panissiere.


    W 1823 osiadł na przedmieściach Saint-Étienne i tam poświęcił się rzemiosłu krawieckiemu i właśnie przy okazji wykonywania swej pracy zaczął rozmyślać nad możliwością sporządzenia maszyny, która znacznie skróciłaby proces szycia. Pierwszą próbną maszynę sporządził w 1829 roku, z drzewa. (na zdjęciu pierwsza maszyna, obecnie znajdująca się w Muzeum w Lyonie) Mogła ona jednak wykonywać tylko jeden rodzaj ściegów krawieckich, obecnie znany pod nazwą łańcuszkowego. Są to ściegi najprostsze i najłatwiejsze, ale też najmniej trwałe.  

    Rzadkim dla wynalazcy trafem maszyna przyjęła się szybko, rokując dla Thimonniera znaczne zyski. W 1830 roku podpisał kontrakt z Auguste Ferrandem,  inżynierem górnictwa, który dokonał wymaganych rysunków i złożył wniosek patentowy. Patent, wymieniający obu mężczyzn, został wydany w dniu 17 lipca 1830, wspierany przez rząd francuski. W tym samym roku założył (wraz z partnerami) pierwszą na świecie firmę produkującą odzież.                                                        

   Niebawem otrzymał od jednego z wielkich paryskich magazynów wojskowych, zamówienie na osiemdziesiąt sztuk maszyn do szycia jego wynalazku. Zdawało się, że dalsza droga rozpowszechniania maszyny do szycia została przez ten pierwszy wyłom już otwarta. I stałoby się tak z pewnością, gdyby nie cechowi krawcy paryscy, którzy zdecydowanie przeciwstawili się wprowadzeniu maszyny do szycia, widząc w niej groźną konkurentkę. I tak, rankiem 20 stycznia 1831 roku,  po prostu zdemolowali doszczętnie warsztat w Paryżu, w którym Thimonnier produkował swoje maszyny.

Zrujnowany wynalazca, nie znajdując znikąd pomocy, chcąc nie chcąc powrócił  do rodzinnego miasteczka- powędrował tam pieszo, ponieważ nie stać go było na inną lokomocję. Po powrocie wymyślił sobie nowe zajęcie i aby mieć z czego żyć urządził teatr marionetek, z którym dawał przedstawienia. Po upływie trzech lat Thimonnier postanowił sporządzić ponownie maszynę do szycia- jednak ta była już nie z drewna, a z metalu. Udoskonalił również ścieg w ten sposób, że co dziesięć punktów nitka tworzyła supełek, znacznie utrwalający szew i niedopuszczający do łatwego prucia się go. Był to poważny postęp, mimo to trudniej było wynalazcy lansować tę udoskonaloną wersję, aniżeli model pierwotny. 

Widząc, że nie znajdzie poparcia ani pomocy we Francji, udał się Thimonnier do Londynu, gdzie od razu nabyto od niego patent na jego wynalazek. Nabyto tym chętniej, że umierający z głodu wynalazca sprzedał go za grosze. Anglia bardzo szybko wykorzystała  nabyty bez skrupułów patent, posławszy go do Ameryki, gdzie zastosowaniem czółenka, podwójnej nitki i innych udoskonaleń, dano maszynie do szycia podstawy dalszego jej rozwoju.

Barthélemy Thimonnier zmarł w nędzy 5 lipca 1857 w Amplepuis, a więc jak wielu twórców nie cieszył się owocami swego odkrycia. Wynalazca przymierał głodem, a fortuny dorobili się inni....


Ciekawostki:
-Faktycznie, najwcześniej maszynę do szycia opatentował Thomas Saint  w 1790 roku. Więc maszyna Thimonniera nie była pierwsza. Jednakże praca Sainta nie została upubliczniona aż do 1874 roku, kiedy to William Newton Wilson, producent maszyny do szycia, znalazł rysunki w Urzędzie Patentowym w Londynie i zbudował maszynę, która pracowała po pewnych dostosowaniach do chwytacza. Tak więc to w 1790 roku Thomas Saint wymyślił pierwszą maszynę do szycia. Muzeum Nauki w Londynie jest w posiadaniu modelu, który zbudował Wilson na podstawie rysunków Sainta.

Znaczek z wynalazcą, który wydawany był w 1955 roku
(prawdopodobnie z błędną datą śmierci. Źródła
 internetowe wskazują rok 1857)
-Maszyny do szycia marki Thimonnier były produkowane i sprzedawane we Francji aż do XX wieku. Jedna z pierwszych maszyn do szycia Thimonnier znajduje się w muzeum, w siedzibie firmy Thimonnier w Saint-Germain-au-Mont-d'Or.








Od siebie dodam jeszcze, że nie wyobrażam sobie życia bez maszyny do szycia. Mam taką do domowego użytku, dla siebie samej. Ponieważ nie jestem wykwalifikowaną krawcową, maszyna służy mi głównie do drobnych przeróbek krawieckich. W zeszłym tygodniu na przykład kupiłam sobie na wyprzedaży w galerii czarną sukienkę w białe grochy za 20 zł. Spodobała mi się bardzo, bo jest taka trochę w stylu lat dwudziestych, trzydziestych ;) Jednak była o kilka rozmiarów za duża. W ciągu kilku chwil rozmiar był już odpowiedni dla mnie... :)

Mam jeszcze hafciarkę, ale to już inna historia... ;)



źródła: artykuł z "Nowego dziennika" 31.01.1930, nr 26; wikipedia; zdjęcia z internetu

6 komentarzy:

  1. Witaj!

    Dawno się już nie odwiedzałyśmy - chyba pora to nadrobić :)

    Nominowałam cię do challenge'u - zapraszam do zabawy :) szczegóły u mnie na blogu

    ps. ostatnio naszła mnie straszna nostalia związana ze starym kinem... już dawno nie oglądałam nic klimatycznego. Może u Ciebie znajdę inspirację na wieczorny seans? ;)

    pozdrawiam,
    Jeanne
    www.kaiserin-sissi.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, to bardzo miło z Twojej strony :) ja też staram się do Ciebie zaglądać :)
    przy okazji tego, że przeniosłaś bloga na blogspot.com - mam pytania:
    - czy kopiowałaś wszystko ręcznie i przenosiłaś tutaj? czy jakoś automatycznie?
    - czy blogspot ma opcję pisania notek w więcej niż 1 języku?
    Z góry dzięki za odpowiedź! (może być u Ciebie na blogu)

    PS. Mnie strasznie naszło na erę międzywojnia i już szykuję sobie stare filmy :) chociaż noszę się też z zamiarem obejrzenia nowych produkcji o tamtych czasach, zw. o Powstaniu Warszawskim. Przy okazji polecam Ci film - wbrew pozorom niezwiązany z tematem - "O północy w Paryżu", traktuje m.in. o nostalgii za minionymi epokami i sensie takiego zachowania. Dał mi trochę do myślenia ;)

    Pozdrawiam!
    Jeanne
    www.kaiserin-sissi.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi również miło, bo wiem po sobie, że często ciężko połączyć pisanie, czytanie i inne różne zainteresowania :)
      Odnośnie Twoich pytań, to po kolei:
      Kopiowałam wszystko ręcznie, chociaż pewnie jest inny sposób :)
      Co do języka to powiem szczerze, że nie wiem, ale jest opcja: tłumacz, którą można dodać w pasku. Tutaj podoba mi się bardziej, próbowałam wracać na Onet, po zmianach, bo miało być lepiej, ale jednak tutaj zostanę. Fajna jest zwłaszcza opcja w statystykach, gdzie można zobaczyć z jakiej strony ktoś do nas trafił- dzięki temu wiem, kto mnie na przykład polecał lub korzystał z moich tekstów i podał adres bloga jako źródło.

      Mnie też strasznie wciągnęła era międzywojnia, a zwłaszcza lata trzydzieste i prasa przedwojenna- trochę więc przez to odeszłam od opisu starego kina, jednak oglądam, w miarę okazji, wczoraj np. był to film "Sportowiec mimo woli" z Iną Benitą i Aleksandrem Żabczyńskim. Po prostu pstrykając po kanałach natrafiłam... ;)
      A jeśli chodzi o Aleksandra Żabczyńskiego, to kupiłam sobie jego biografię autorstwa Olgi Gaertner i próbuję czytać- próbuję, bo zawsze coś a to inna książka wpadnie mi w ręce, a to utonę w prasie przedwojennej ;) Ale na pewno w końcu przeczytam i będzie wpis. Film polecany przez Ciebie postaram się zobaczyć. Dziękuję :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dobrze zrobiłaś, przenosząc się na blogspot :) aczkolwiek na pewno ręczne kopiowanie musiało kosztować Cię multum pracy. Dzięki za odpowiedzi! ;)
      Ja się niedługo zabieram za wszystkie sezony "Czasu Honoru" :)
      Pozdrawiam,
      Jeanne
      www.kaiserin-sissi.blog.onet.pl

      Usuń
    3. Trochę pracy było, nie powiem, ale jak wspomniałam nie żałuję ;) "Czas honoru" ciekawy, nie powiem, ale przyznam, że niektóre sceny nakręcone w sposób tak irytujący, że moja cierpliwość psychiczna, nie wytrzymywała napięcia i zdarzyło mi się przerywać oglądanie kilku serii...czego trochę żałuję... więc polecam oczywiście, że polecam :)

      Z seriali o tematyce wojennej lubię najbardziej "1920. Wojna i miłość." oraz "Sprawiedliwi" i mój ulubiony "Tajemnica twierdzy szyfrów".

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy wpis.
    I prawdziwy, bo, niestety, wielu autorów, wynalazców i innych twórców, nie doczekało dobrych wynagrodzeń za swoją twórczość.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin