piątek, 2 sierpnia 2013

Opowieść o zwyczajnej dziewczynie



„Dzieciństwo, dalekie dzieciństwo, 
Pachnące lasem bez granic,
Że też ci się tak zeszło prędko
I tak na nic.
Pozostał po tobie zapach
I zimna bosa rosa,
I ciche jesienne noce,
I zima w płonących szczapach.
Ani jednej przeczytanej książki,
Końskie grzywy i bujna swoboda,
O dzieciństwo, dalekie dzieciństwo,
Przepłynięte niby wąska woda.”

  Tak właśnie, Krystyna opisywała swoje rodzinne Mazurki. Domu, w którym mieszkała, już od dawna nie ma, ponieważ został zniszczony przez bolszewików. Jedynie sucha trawa i ziemia pamiętają jej zapach, tak jak ona pamięta ich ...

   Kim była Krystyna Krahelska? Co miała w sobie takiego, że rzeźbiarka Ludwika Nitschowa, zapragnęła nadać jej twarz swojej rzeźbie? I to nie byle jakiej rzeźbie, a samej Syrence Warszawskiej, symbolu Warszawy i Niepodległej Polski. "Jaśniejąca uśmiechem wewnętrznej, młodzieńczej radości i siły, gotowa na wszystko, co uczciwe, sprawiedliwe i piękne" to, według autorki rzeźby, miała.

 Krystyna urodziła się w 1914 roku w Mazurkach na Polesiu. Ziemia ta z pewnością ma w sobie coś szczególnego, ponieważ wielu słynnych Polaków urodziło się właśnie tam. Między innymi, Tadeusz Kościuszko, Julian Ursyn Niemcewicz, Romuald Traugutt, Adam Mickiewicz, Eliza Orzeszkowa, Tadeusz Rejtan. 
Rodzina Krystyny wychowywała ją w duchu głębokiego patriotyzmu i miłości do Ojczyzny. Ojciec dziewczyny nie jeden raz był aresztowany za patriotyczną działalność. Dziadek Aleksander brał udział w Powstaniu Styczniowym, a ciotka, Wanda Krahelska-Filipowiczowa, uczestniczyła w zamachu na Gieorgija Antonowicza Skałona, ówczesnego gubernatora Warszawy. Natomiast żoną kuzyna Krystyny, była Halina Krahelska „Myszka”, działaczka społeczna, żołnierz AK, która zmarła w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. 

Krystyna już we wczesnej młodości interesowała się poezją. Prowadziła swego rodzaju pamiętnik, w którym wierszem opisywała wszystko co wzbudziło w niej emocje i co dotyczyło wydarzeń z jej życia. Do harcerstwa wstąpiła w 1928 roku. „Odnalazła wreszcie coś, co ułatwia jej jakie takie pogodzenie się z miastem i, chociaż nie uwalnia się od tęsknoty za rodzinnymi stronami, sprawia, że Krystyna czuje się naprawdę potrzebna”

Gdy wybuchła wojna, Krystyna, mimo sprzeciwu rodziców, bez chwili zastanowienia spakowała walizki i przyjechała do Warszawy. Czuła, że powinna tam być i że na pewno będzie potrzebna, ponieważ ma przeszkolenie pielęgniarskie oraz jest duża i silna. Okazało się, że podjęła trafną decyzję, bo w czasach wielkiego chaosu i morza ludzkiego cierpienia liczyła się każda para rąk. Dzielna dziewczyna pomagała odgrzebywać zasypanych, kopała rowy przeciwczołgowe, udzielała pomocy rannym. W grudniu 1939 roku przystąpiła do działalności konspiracyjnej i złożyła przysięgę w Związku Walki Zbrojnej, później w AK oraz przyjęła pseudonim "Danuta". Była łączniczką, przewoziła amunicję, broń, prasę, dokumenty, nie tylko na terenie Generalnej Guberni, jeździła też na Polesie. Raz, podczas bytności na Polesiu, postanowiła odwiedzić swoje rodzinne Mazurki. Kiedy zastała tam tylko ruiny, postanowiła oddać hołd  miejscu ciepłych, dziecinnych wspomnień. Jej ból, rozpacz i tęsknota zabrzmiały w pieśni, którą spontanicznie tam zaśpiewała swym mocnym i pięknym głosem. 



Słowa matki Krystyny w pełni oddają jej wyjątkowe i skromne oblicze: „Dookoła Pomnika Syreny warszawskiej - do którego pozowała moja córka Krystyna - narosło z czasem wiele legend. Wiążą one, a nawet utożsamiają Krystynę z Syreną, nadając prawdziwej Krystynie postawę monumentalną i bohaterską. Krystyna prawdziwa nigdy nie pragnęła być bohaterką, nigdy nie marzyła o sławie w jakiejkolwiek postaci. Pragnęła jedynie być we wszystkim sobą i wyśpiewać siebie - od źródeł, od korzeni, dając ludziom prawdziwe piękno, a cierpiącym ukojenie”. Do końca swego krótkiego życia była sobą, zwyczajną dziewczyną, która bez chwili wahania naraża życie, by pomóc innym. Zmarła 2 sierpnia 1944 roku, w drugim dniu powstania. Dzień wcześniej, 1 sierpnia, około godziny 18-stej została trafiona trzema kulami na Polu Mokotowskim. Została po prostu bestialsko zamordowana,  wbrew prawom wojny, ponieważ była sanitariuszką, opatrywała rannego żołnierza i miała na ramieniu widoczną opaskę Czerwonego Krzyża.

  Mimo ostrzału, przyjaciele bez chwili zastanowienia ruszyli jej na ratunek, zabrali ją i ułożyli wśród słoneczników. Zmarła kilkanaście godzin później na punkcie sanitarnym przy ulicy Polnej 34. Na jej płycie nagrobnej wyryto napis: „Harcerka – żołnierka AK – autorka pieśni Hej chłopcy…” 


     A. Czarnomska: "Dzisiaj takich ludzi próżno szukać. Niezwykła kobieta, utalentowana poetka i pieśniarka, wierna przyjaciółka, a nade wszystko patriotka, która za Ojczyznę oddała życie". Czy te słowa oddają prawdę, czy rzeczywiście dziś takich ludzi już nie ma? Nie mnie to oceniać, jak wielu jest takich ludzi jak Wy drodzy czytelnicy, czy ja, pamiętający o przeszłości, o poświęceniu i cierpieniu naszych przodków. Łatwo jest mówić i pisać o swoim bohaterstwie, ale czy faktycznie w obliczu zagrożenia, potrafiłabym być tak ofiarna, bez strachu przed śmiercią i bólem? Jakkolwiek zabrzmią te słowa- naprawdę nie wiem. Nikt nie wie, co go czeka w życiu, w jaki sposób los wystawi go na próbę i jak ją przejdzie. Bojąc się o przyszłość, nie swoją, a przede wszystkim swoich dzieci, mam nadzieję, że nie przyjdzie nam tego sprawdzać. Pamiętam i będę pamiętać. 

                                                                ***

Piosenkę "Hej chłopcy, bagnet na broń" Krystyna napisała zainspirowana przez Ludwika Bergera. Po raz pierwszy zaśpiewała ją w styczniu 1943 roku, w jego mieszkaniu na Żoliborzu przy ulicy Czarnieckiego 39.                        



                         Słowa tej pięknej piosenki to wiersz Krystyny- "Miłość"

                                  
                                        
Wiersz o nas i chłopcach:

 „Jakże trudno uśmiechać się znowu do zieleni, do wiosny, do słońca,

 Nam, dziewczynom o gorzkich ustach, 
nam, dziewczynom o ramionach tęskniących,
Wiemy przecież, że wrócą kiedyś nasi właśni, najdrożsi chłopcy,
Wrócą kiedyś… Nie wiemy kiedy. Skądś – z tej swojej wędrówki obcej.
My musimy być mocne i jasne. Nam nie wolno płakać i nie wierzyć.
 Boby ciężej im było – daleko – naszym chłopcom…
 Naszym żołnierzom”



źródła:

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PS/echo201330-syrenka.html
http://blogmedia24.pl/node/56684
http://historia.urszulina.net/index.php?option=com_content&view=article&id=61&Itemid=79

4 komentarze:

  1. Wstyd się przyznać, a nigdy wcześniej nie słyszałam o Krystynie Krahelskiej. Wiedziałam, że Syrenka warszawska ma twarz prawdziwej osoby, znałam piosenkę "Hej chłopcy, bagnet na broń", ale nie kojarzyłam ich z jedną osobą.
    Trudno powiedzieć, jakbyśmy teraz działali, w obliczu podobnej sytuacji, w jakiej byli nasi dziadkowie. Ja mimo wszystko myślę, że jesteśmy bardziej wygodni niż Pokolenie Powstańcze. Jesteśmy po prostu inni. Wierzę również, że pokolenie Krystyny Krahelskiej wywalczyło lepsze jutro dla swoich potomnych. Inaczej ciężko mi jest spojrzeć chłodnym okiem na ową pokoleniową stratę w czasie wojny.
    Dzięki za notkę o wg mnie mało znanej poetce Krystynie Kraheleskiej...
    Przypomina mi się, co napisał prof. Pigoń "Cóż należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również wcześniej nie słyszałam o Krystynie, dowiedziałam się niedawno, w telewizji, ktoś w jakimś programie wypowiedział jej nazwisko i wspomniał o Syrence, więc od razu postanowiłam poszukać więcej informacji o niej i koniecznie ją uwiecznić na swoim blogu.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Wielce Szanowna Autorko

    Bardzo, bardzo dziękuję za wspomnienie o Krystynie

    Ukłony

    Teddybe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Bardzo dziękuję również za poświęcenie uwagi.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

LinkWithin